Coraz to większa znieczulica ludzka zaczyna mnie poważnie martwić..
Dlaczego kilka lat temu jak byłem małym dzieckiem było więcej osób, które potrafiły być na tyle odważne, żeby wyciągnąć rękę do drugiego człowieka i pomóc wsiąść do tramwaju kobiecie z wózkiem dziecięcym, przejść przez ulicę starszej osobie czy najzwyczajniej w świecie pomóc komuś, gdy ktoś się przewrócił..
Może to tylko moje odczucia i w latach "szczenięcych" tego nie zauważałem, ale teraz idąc ulicą jest mi po prostu przykro. Spora grupa osób chciałaby pomóc, wyciągnąć rękę do leżącej osoby, ale jednak się wstydzą. Pytanie tylko czego? Odpowiedź jest prosta: reakcji otaczających go osobników.